Kryminalnie i kulinarnie, czyli „Długi weekend” Wiktora Hagena
2011-07-28Autorem książki „Długi weekend” jest Wiktor Hagen, pasjonat gotowania i fotografii, domator i jednocześnie podróżnik, interesuje się psychologią, literaturą dziecięcą.

Powieść napisana prostym i przejrzystym językiem. Podział na rozdziały, to jakby pokazane poszczególne sceny filmu. To jedna z lepszych powieści kryminalnych, jakie do tej pory czytałam, a czytało się ją lekko i przyjemnie. Wciągnęła mnie całkowicie.

Wszystko dzieje się w Warszawie...
Zdawałoby się, że długi weekend będzie niemożliwym do odnalezienia mordercy, że to nie jest takie proste, nie dla Roberta Nemhausera. Wiosna w pełni, majówka, czas odpoczynku, wszyscy mówią o tym, gdzie wyjadą.
Żona Roberta - Paula, kobieta mocno stąpająca po ziemi, właśnie wyjeżdża do Amsterdamu ubiegając się o swoje wymarzone stanowisko, przechodząc testy i szkolenia. Nemhauser zostaje sam na gospodarstwie, ma pod opieką bliźniaków - Cyryla i Metodego, które są jak "żywe srebro". Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie informacja o przestępstwie...

Pewnego dnia dzwoni do niego Dorota dawna koleżanka ze studiów, żona profesora archeologii. Niedługo po wizycie u Doroty, Robert dowiaduje się, że został zamordowany znany działacz ekologiczny Tomasz Nerad. Sprawa dodatkowo komplikuje się, gdy Dorota informuje go o tym, że jej mąż Wiktor Getz został zamordowany. Zrobiło się bardzo tajemniczo.


"- Możemy porozmawiać? - Zerknął na wyświetlacz, to była Dorota.


- Nie mogę teraz, zadzwonię za kilka minut - rzucił.


- Nie, to ważne. - Zamilkła. - Robert. On nie żyje.


Nie rozumiał z początku.


- Kto nie żyje?


- Mój Boże, Wiktor nie żyje.


- Jak to się stało? - zapytał ściskając telefon.


...


- To wyglądało - powiedziała wolno - jakby go zabił gabinet."

Czytając, zastanawiałam się nie tylko nad tym, kto dokonał zbrodni, ale ciekawa byłam jak zostanie przedstawiona Warszawa (z tego względu, że znam niektóre ulice, miejsca) oraz w jaki sposób będą pokazane treści kulinarne, dlatego też m. in. taki fragment wzbudził moje zainteresowanie:
"Wrzucił do miski mąkę gryczaną, jajka, dolał mleka i cydru, dorzucił trochę gałki muszkatołowej i soli i zaczął ubijać ciasto. I tak najlepsze naleśniki smaży się po prostu na ulicy. Pomyślał z nostalgią o gorących naleśnikach, które kupowali podczas włóczęgi po Montparnassie. A gdyby tak udało się wyskoczyć na kilka dni bez dzieci? - zamarzył.
Przygotował sos pomidorowy, łososia pokrojonego w paseczki, smażone pieczarki.
…
Postanowił, że zrobi ratatouille. Wrzucił na patelnię czosnek, cebulę, ostrą papryczkę, a potem pokrojoną cukinię, oberżynę, paprykę i na samym końcu pomidora, i posypał ziołami prowansalskimi."

Ku mojemu zadowoleniu wątki kulinarne pojawiają się dość często. Nie ukrywam, ciekawa byłam tych kulinarnych wyczynów z wiadomego powodu - lubię gotować, eksperymentować w kuchni.

W powieści zostaje przedstawiona oprócz Warszawy, budowa autostrady i wszelkie sprawy z tym związane, Euro 2012, ekolodzy i ich akcje, i walkę o przyrodę. Wszyscy wiemy jak ważną rolę gra zespół ekologów przy każdej budowie - tu widzimy, jak zawiłe są te sprawy: łapówki, pomówienia, nienawiść, zazdrość, chęć rządzenia, posiadania władzy, by móc łatwiej i szybciej osiągnąć zamierzony cel.

Bohater książki Robert Nemhauser... to zwyczajny facet, z problemami życia codziennego jak wszyscy, mający kredyty, kochający żonę i dzieci, świetny kucharz i policjant, pracuje w weekendy jako kucharz w restauracji "Czarny Tadek". Jak sam twierdzi: "kuchnia to jakość składników i dobrze wie, że wszyscy dookoła na tym oszukują, ale on nie zamierza".
Nemhauser ma przyjaciela, policyjnego partnera Mario. Obaj panowie są całkowicie różni.
Czytając książkę mimo, iż to kryminał gdzie są napięte sytuacje, to pojawiają się zabawne momenty, które wzbudzały we mnie śmiech, np. relacje Mario – Robert, Robert – jego dzieciaki i wiele innych.

Lubię czytać kryminalne książki, ucieszyłam się, gdy okazało się, że ma tam miejsce wątek kulinarny, niemal zapiałam z radości. Kryminał i kulinaria w jednym? To był strzał w dziesiątkę! Musiałam to przeczytać, nie było innej opcji. Moje pierwsze odczucie po przeczytaniu kilku stron? Czułam się jakbym oglądała film...
Przeczytana zagościła w mojej biblioteczce. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła jej nie przeczytać wiedząc, że to mieszanka kryminalno-kulinarna.
Książka jest bardzo interesująca wręcz rewelacyjna!
Szczerze polecam :)
Komentarze
Zaloguj się lub zarejestruj się do skomentowania.












próba nie strzelba - czy jak to było
Poniedziałek, 1 Sierpień 2011
andre